pl en de es
zaloguj się   |    zarejestruj się   |    mapa strony   |
 


e-mail

 

RSS
Gościniec Drumlin

Dziennik z podróży po Gruzji AD 2013 dzień czwarty

04.01.2014

19.01.2014

20 kwietnia - po trzech dniach zwiedzania Gruzji w atmosferze względnego komfortu psychcznego dzień zapowiada się interesująco.
Przed wyjazdem z Wardzi Giorgi zamienił koła w ładzie i uzupełnił wodę w chłodnicy. kaplica w Vanis KvabebiNie mamy wiele czasu na zwiedzanie  ponieważ następny nocleg będzie w Kutaisi. Pierwszy nieplanowany postój mamy przy drodze do skalnego kompleksu Vanis Kvabebi. Giorgi odmawia podjazdu wadliwym samochodem do monastyru. Idzie z baniakiem po wodę do rzeki. Po powrocie do Polski zorientowałem się, że do monastyru było trzysta metrów a nie trzy kilometry. Spokojnie zdążyłbym zobaczyć wykute w skale jaskinie i małą cerkiewkę na samej górze. Mimo, że Vanis Kvabebi jest mniejsza od Wardzi to ma aż szesnaście pięter i jest starsza o pięć wieków.

 

W drodze do Khertvisi mijamy ruiny twierdzy Tmogvi. Malownicze ruiny stoją na stromej skale w przewężeniu wąwozu rzeki Mtkvari. W 1088 r. w wyniku trzęsienia ziemi zamek z klifem skalnym odpadł do rzeki. W obrębie murów były budowle świeckie i sakralne. ruiny twierdzy TmogviPoza murami stoją ruiny kościoła z XIII wieku. Kilka kilometrów dalej w Khertvisi ze stromej skały w widłach Mtkvari i Paravani wyrasta potężna średniowieczna twierdza, która odegrała ważną rolę w historii Gruzji. Już w II wieku przed Chrystusem była tu forteca. Legenda głosi, że spalił ją Aleksander Macedoński. W czasach niewoli tureckiej na dziedzińcu był targ niewolników. Obie twierdze w czasach królowej Tamary kontrolowały szlak handlowy z Armenii do Imeretii i Kartli oraz gwarantowały bezpieczeństwo przed najazdami z południa. 

 

uszczelniacz do chłodnicyW Aspindzie Giorgi kupił specjalny proszek do uszczelniania chłodnicy, który okazał się skuteczny. Na rozległym płaskowyżu w okolicach miasteczka jest dużo malowniczych ruin kościołów, starych twierdz i zagubionych monastyrów. Jest wymarzoną przestrzenią do uprawiania trekkingu na trawiastych wzgórzach przypominających bieszczadzkie połoniny. 

 

Ale się rozmażyłem. W podsumowaniu zaplanuję taką wyprawę. A tymczasem jedziemy do stolicy regionu. Przez trzysta lat Akhaltsikhe było miastem Imperium Osmańskiego. Twierdza w AkhaltsikchePrzed upadkiem imperium liczyło prawie 100 tysięcy mieszkańców. Obecnie jest osiemnasto tysięcznym miastem prawie bez śladów muzułmańskiego świata oprócz niedawno odbudowanej średniowiecznej twierdzy Rabati z karawanserajem, meczetem oraz zamkiem górującym na skale. Podjeżdżamy przez podzamcze do bramy wejściowej. Zakupuję bilet wstępu do drugiej części twierdzy. Dzięki temu mogłem podziwiać panoramę okolicy z wieży zamkowej i nie tylko. Fotografowałem cały kompleks prawie dwie godziny. Pora na małe co nie co.

 

Giorgi podjeżdża do znajomego baru na posiłek. Zamawiamy tym razem chinkali takie gruzińskie pierogi z mięsem w  sakiewkach. Należy wziąć jeden pierożek w palce,chinkali nagryźć i wessać rosół tak, żeby nie wylała się zawartość. Giorgi boi się zbaczać z głównej drogi. Samochód jest pechowy i w razie kolejnej awarii miałby duże kłopoty z naprawą. Szkoda, że nie zawrócimy do Saphary. Monastyr polecali nam mnisi z Wardzi. Następny postój będzie w Borżomi. Jest słoneczna pogoda i dobre warunki do fotografowania malowniczych warowni z poprzedniego dnia oraz monastyru Mtsvane zwanego Zielonym ze względu na kolor fasady wynikający z procesu utlenienia bloczków kamiennych.

   

Wracamy tą samą trasą co poprzedniego dnia. Mijamy skąpane w słońcu ruiny twierdz ale błogi nastrój psują niebezpieczne odgłosy z Borżomi - park zdrojowytylnego wału. Giorgi podejrzewa najgorsze. Przeklina swój los. Niepotrzebnie, przecież wcześniej nie zadbał o dobry stan techniczny auta. Szybko pozbierałem swoje rzeczy i złapałem stopa. Z kierowcą umówiłem się przed przystankiem marszrutek w Borżomi. Do miasta jadę z sympatycznym młodym Gruzinem, z którym wreszcie mogłem porozmawiać po angielsku. Jechał dalej i byłoby mi po drodze ale chciałem zobaczyć na własne oczy kurort i wypić wodę ze źródełka. W XIX wieku rodzina carska wybudowała pod Borżomi letnią rezydencję - pałac w Likani.

 

Rozstajemy się przy punkcie informacji turystycznej. Biorę mapki, pytam jak dojść do parku zdrojowego. Po drodze sprawdzam rozkład odjazduBorżomimarszrutek do Kutaisi. Mam 40 min. na zwiedzanie. Nie tracąc czasu idę bulwarem wzdłuż potoku górskiego do pijalni. Jeszcze widać ślady zapaści po upadku Kraju Rad. Szczególnie bolesne jest to dla Gruzinów. Uzdrowiska i kurorty letniskowe zapełniali przodownicy pracy z republik radzieckich. Gruzinów nie stać na wypoczynek. Powoli zdobywają klientów z całego świata. W szybkim tempie nadrabiają zapóźnienia. Widzę niebezpieczeństwo w komercji usług turystycznych. Powoli zanika urok autentycznego klimatu.

 

Zdążyłem na marszrutkę. Do odjazdu mam 10 minut. Nie widzę Łady. Tak przypuszczałem, że to koniec przygody z Giori. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Katskhis SvetiZdobędę nowe doświadczenie.  Będzie ciekawie. Wybór publicznego transportu ma ograniczenia. Nie zobaczę kościoła z przylegającą dzwonnicą i twierdzy Surami oraz kościoła parafialnego w Itria. Między Khashuri i Kareli jest droga prowadząca do Sachkhere w regionie Imeretia. W okolicach miasta znajduje się sporo zabytków rozrzuconych po górzystym terenie jak kościół w Nabakhtevi, Brili i w wiosce Ali. Po drugiej stronie gór IIkhi za przełęczą Jvari są równie piękne krajobrazy z kolejnymi atrakcjami.

 

Z marszrutki wysiadam w Khaskhuri na rondzie do Kutaisi. Kierowca wskazuje przystanek po drugiej stronie ronda. W niecałe pięć minut siedziałem już w busie do Batumi. Zaczyna mi się to podobać. Święte krowy gruzińskieKorzystam z publicznej komunikacji i jest lepiej jak dotychczas. Przede mną nowe wyzwanie znalezienia noclegu. Mam namiar na prywatne mieszkanie przy dworcu autobusowym. Wstępuję do sklepu spożywczego, biorę wodę Borżomi i zasięgam języka. Ku mojemu zdziwieniu sprzedawczyni zna osobę, o którą zapytałem. Życzliwa osoba zaprowadziła mnie do niej. Kobieta już nie wynajmuje pokoju ale dzieci skierowały mnie do sąsiedniego bloku. Dostałem porządne lokum w dobrym standarcie jak na tutejsze warunki. Rano wyruszę po "złote runo". Obawiam się, że zamiast skarbu poznam tylko zabytki z listy UNESCO.

 

                                   Podsumowanie                                   (co warto zobaczyć czego nie widziałem)

 

Region jest bardzo ciekawy krajobrazowo. W zasadzie całkowicie górzysty ze szczytami przekraczającymi 3 tys. metrów. Tylko okolice Akhaltsikhe leżą w rozległej kotlinie. Jest to raj dla Okolice Borżomiwycieczek trekkingowych po bezdrożach okolic Aspindzy. Zwłaszcza wędrówka wypalonymi w słońcu połoninami ścieżką z Tmogwi do Aspindzy  oraz jazda off-road po płaskowyżu w poszukiwaniu zniszczonych kamiennych budowli w Kumurdo i Saghamo. Widok na ruiny twierdzy Varazi nad zniszczonym monastyrem Shoreti zostanie na długo w pamięci podobnie jak trudny do odnalezienia kościół w Satkhe.

  

Car doceniał urok Borżomi i w Likani wybudował letnią rezydencję. Przy drodze z Borżomi do Ninotsmindy jest mały kościółek na półce skalnej w Daba i w Sadgeri. W okolicy znajduje się wiele starych cmentarzy. Wzdłuż rzeki Gujaretistskali do wsi Gujareti prowadzi kręta droga obok ruin twierdzy Uznariami zwanej również Tamari Tsikhe do monastyru Timetesubani. W Bakuriami jest popularny kurort narciarski. Za przełęczą Tskhratskoros, nieprzejezdną zimą w okresie od listopada do maja, warto odwiedzić cudowny rezerwat Ktsia-Tabatskuri z księżycowym krajobrazem gór Samsari z zabytkami z epoki brązu. Nad jeziorem stoi kościół w Potoleti. We wsi Tabatskuri znajdziemy ruiny starego kościoła. Natomiast na płaskowyżu Dżawachetii kamienne krzyże.

 

W okolicach Ninotsmindy leży wieś Gorelowka założona przez Starowierców zesłanych przez cara w XIX wieku. Architektura nie przypomina gruzińskiej wsi - jest typowo rosyjska. Dominuje niebieska kolorystyka i czerwona dachówka. Wioska wyludnia się, ponieważ potomkowie dawnych mieszkańców powracają do Rosji. Z Ninotsmindy prowadzi droga przez Kvemo Kartli do Tbilisi. To jednyna droga do stolicy przez południową Gruzję. Ciekawa ze względu na atrakcje turystyczne wokół niej. Szosa prowadzi obok  dwóch jezior. Nad jeziorem Saghamo stoi kościół we wsi o tej samej nazwie. Drugi kościół i kamienny most jest w wiosce Gandzani. Za rzeką Paravani na górze Patara widać gruzowisko twierdzy Abuli. Nieco dalej we wsi Poka nad jeziorem Paravani stoi monastyr ze starymi inskrypcjami.

 

Na południe od Akhaltsikhe dolina Armeli skrywa kilka ciekawych zabytków. Najważniejsze to monastyr i twierdza Saphara. W sąsiedniej dolinie Uraveli znajdują się średniowieczne ruiny w okolicy wioski Muskhi, kościół we wsi Tskordza, tajemnicze kamienne ruiny w Enteli i zniszczony kościół w Agarze z X wieku z ciekawymi reliefami. Piękny krajobraz gór Erusheti z krystaliczną wodą spadającą z wodospadu na długo pozostanie w pamięci. Z Akhaltsikhe można pojechać w stronę Borżomi w góry Kaukazu Wielkiego do regionów Raczy i Swanetii lub malowniczą drogą w górach Kaukazu Małego  do Adżarii nad morze Czarne.

 

Jadąc drogą na zachód od Akhaltsikhenad morze ciekawych miejsc. Koncentrują się w okolicach Adigeni i  Abastumani. W wiosce Arali jest kościół katolicki monastyr Zarzmaw budowli z VI wieku odoptowany dla byłych zesłańców Powstania Styczniowego. W górach wyrastają z samotnej skały ruiny twierdzy Zanavi, Za Agideni zobaczymy monastyr Zarzma. Góry Pirsaghati kryją ruiny twierdzy Okros Tsikhe oraz inne zabytki świadczące o bogatej historii regionu. W drodze do Adżarii powinniśmy wstąpić do monastyru Chule i podziwiać wspaniałe freski a przy granicy z Turcją dwadzieścia kilometrów na południe od Vale zobaczyć monastyr Jakismani.

  

Przypisy:

 

 
 
« inne aktualności
Strona główna
WWW.Augustyn